piątek, 20 lutego 2015

Kinglet&Sindy




Urlopowych łowów lalkowych ciąg dalszy:)
Dzisiejsze bohaterki były tak brudne, że aż czarne, na twarzy jednej z nich rozwijał się już jakiś nowy ekosystem, włosy - obraz nędzy i rozpaczy. W ciemnym kącie sklepu, gdzie stało pudło z zabawkami nie było tego aż tak widać, ale gdy przyniosłam je do domu i obejrzałam w dziennym świetle, stwierdziłam, że daruję sobie zdjęcie "przed" - tak się brzydziłam ich dotknąć, i od razu idą do intensywnego odkażania i szorowania. Musicie więc uwierzyć mi na słowo - było z nimi baaaardzo źle:) Dlaczego więc w ogóle po nie sięgnęłam? Otóż dlatego, że blondynkę od razu rozpoznałam jako Sindy, której twarzyczka spogląda na mnie przy każdych odwiedzinach na blogu Wioli - Dollina Sindy i to stamtąd wiem, że to nie taka zwykła lalka:). Brunetka natomiast pod warstwą kurzu wyglądała zupełnie tak samo, jak lalka, którą na ostatnie spotkanie lalkowe przyniosła Kasia, znana Wam jako Zbieraczka Dziwaczka. Kasia była bardzo zadowolona, że znalazła gdzieś na bazarku tę lalkę, to jak mi wpada w ręce taka sama, to przecież nie mogę jej nie wziąć:D Podobno  nazywa się Diana, podobno jest klonikiem Betty, a według informacja z tyłu głowy, stworzyła ją firma Kinglet w 1987 roku. Pewnie i tak większość osób, które to czyta, wie o tej lalce więcej niż ja;)




Włosy Sindy rozczesałam i prowizorycznie wyprostowałam (nadal bez wrzątku;)), Kingletka nadawała się chyba już tylko do rerootu, ale że czasu i materiałów obecnie brak, ratowałam się zakręceniem jej loków. Efekt taki sobie, ale i tak o niebo lepszy od tego, co miała wcześniej na głowie, serio:) 
Oprócz lalek, w tym samym sh kupiłam jeszcze kolorową bluzkę, na materiał do uszycia 2 sukienek, w których dziewczyny prezentują się na zdjęciach. Sindy, z racji rozmiaru swoich stóp, pożyczyła buty od jednej z Monsterek, a obie dziewczyny wyposażyłam jeszcze w kolczyki, czyli szpilki z kolorowymi łebkami.








Pomimo wielu zabiegów, wręcz reanimacyjnych, dziewczyny nadal są w kiepskiej formie - w lepszej raczej już nie będą. Sindy jest dosyć rozklekotana i z trudnością łapie pion, a z pewnych powodów najlepiej żeby zawsze nosiła dłuższe rękawy:/ zaś Kingletka łysieje i ma wyłamaną nogę. Okazało się jednak,  że całkiem wdzięczne i dobrze współpracujące z nich modelki. A czego na zdjęciu nie widać, trochę mniej mi żal ... ;)










Nieprędko trafi mi się kolejna okazja do takich lalkowych żniw, ehhh.  Cieszę się, że udało mi się znaleźć  te dwie panny (i Glitterkę i jeszcze inne, ale o tym później), tak oryginalne na tle reszty moich lalek. Zabieram je ze sobą do Warszawy i ... zobaczę co będzie dalej:)



29 komentarzy:

  1. Kinglet to Kinglet, a Diana to Diana, to nie są te same lalki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak podejrzewałam, bo w necie nigdzie przy słowie "Kinglet" nie trafiałam na słowo "Diana":)

      Usuń
  2. Piekne lalki, oczywiscie balerinka Sindy zachwyca mnie bardziej. :-) Gratuluje Ci serdecznie rakich lowow. Przywiez troche lalkowego szczescia do stolicy bo jest naprawde krucho jesli chodzi o choc znosne lalki :-) pozdrawiam :-))

    OdpowiedzUsuń
  3. szkoda mi strasznie Sindy - to panienka z ogromnym potencjałem -
    a łapki ma jakby je ktoś obciął a potem się jednak rozmyślił i na
    powrót dosztukował - szkoda...
    co nie zmienia faktu, że chce mi się Sindy i tak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inko, to jest ballerina, te raczki takie maja byc zeby mozna bylo je ustawiac w wybranej pozycji :-)) to jest tzw cialko active :-) tej laluni niczego nie brakuje. A ze przedramiona ma ciemniejsze niz dlonie, coz, to sie zdarza u starych Sindy Active :-)

      Usuń
    2. rozumiem, że taki był zamysł - ale jakoś nadal mnie to razi...
      moja Sindy nosiłaby bransolety i bluzki z długimi rękawami...

      Usuń
  4. Balerinka?:) Nie wiem, czy to bardziej moje szczęście czy szczęście tego miejsca, bo to w końcu tu znalazłam swoją pierwszą lalkę, od której zaczęło się to całe szaleństwo:) Też się bardziej cieszę z Sindy bo nie myślałam, że uda mi się ją zdobyć bez ściągania jej z zagranicy, a już na pewno nie przypuszczałam, że trafię na nią w moim małym miasteczku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to ballerina Sindy- popatrz na mocowanie dloni i szyje:-) jesli zerkniesz na moje zdjecie " profilowe" zobaczysz ballerinke, tyle ze brunetke :-) A przebarwieniem rak sie nie martw, ten typ tak czasem ma :-) na moim blogu jest jeden wpis poswiecony ballerince :-) jeszcze raz gratuluje Ci zakupu tej lalki w SH - na ebayu zawsze jest o nie walka i w rezultacie trzeba troche zaplacic :-)

      Usuń
    2. A jesli jest " luzna" trzeba/ mozna jej wymienic tasmy mocujace i bedzie OK :-))

      Usuń
    3. Ja za nią zapłaciłam 4 zł:) Więcej kosztowały pewnie woda i środki czyszczące, które do niej użyłam;) Dziękuję za informacje, to faktycznie mniej już martwi mnie jej kondycja, jej ręce własnie same się tak układają jak do jakiejś baletowej pozy, teraz wiem czemu:)

      Usuń
  5. Cudeńka !!! Gratuluję :)
    Tak, Mangusta ma rację Diana to Diana , a panna Kinglet to jeszcze inna historia ale z tego samego okresu :)
    Obydwie są śliczne , prędzej znajdziesz takie skarby w "małym miasteczku" niż w Warszawie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już planuję wiosenny wypad w te strony, a jak pomyślę ile cudnych lalek przewraca się co tydzień w tych pudłach, i nikt nawet nie podejrzewa, jakie to unikaty, to aż mnie serce boli, ehhh:)
      Dobrze, że ta Kingletka taka podobna do Twojej Diany, inaczej pewnie bym jej nie wzięła. bo miałam w ręku już 4 inne lalki:D

      Usuń
    2. :) przed kolejnym wypadem musisz się podszkolić w lalkowym "vintage" , serce boli na myśl , że coś Ci może umknąć ....

      Usuń
  6. Ta niebieska sukienka - po prostu Cudo !!! :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudny to jest ten material, który przysłania mankamenty wykonania;)

      Usuń
  7. Laleczki po SPA wyglądają bardzo ładnie i sympatycznie! Twój opis odkażania - bezcenny!
    Sukieneczki do kompletu - śliczne!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje :)))
    Sukienki bardzo ładnie i świetnie poradziłaś sobie z "odszczurzaniem" :)))
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Odszczurzanie" choć ciężkie, było bardzo satysfakcjonujące, to jest ta wartość dodana starych, brudnych lalek:)

      Usuń
  9. Ogromnie mi się w nich podoba... wszystko! Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  10. jaka urocza Kingletka!!! Ja miałam 1 brunetkę ale z makabrycznym dredem i musioałam na rudo wszyć! Sindy cudna!! ubranka maja prześliczne!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Ja też się zastanawiam nad jej rerootem, ale na razie takie ptasie gniazdo może być;)

      Usuń
  11. Że też dopiero teraz trafiłam na Twojego bloga! A byłam przekonana, że mam go zapisanego w moim czytniku :-)

    Wymarzone znaleziska. Kingletkę też miałam, nie wiedząc, co to za lalka, sprzedałam ją i żałuję, bo to rzadkie barbiowate klony. Sindy zaś, jak zawsze, cudownie odmłodniała dzięki tej szałowej kiecce! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się, że mnie znalazłaś:) Ja o tych starszych lalkach to wiem tyle co nic, ale dzięki lekturze lalkowych blogów wiem, że takie lalki trzeba po prostu brać, jak wpadną w ręce, a potem się zastanawiać co to:D

      Usuń
    2. Haha to idealna strategia- brać jak coś jest nietypowe i sprawdzać w domu :)

      Piękne nabytki. Sindy jak na lumpeks jest w stanie znakomitym. A z rączkami to ten typ tak ma - trzeba przywyknąć :) albo odzieniem przykryć.

      Usuń
  12. Wiedziałam, że skądś znam te sukieneczki, które widziałam na dwóch lalkach na allegro! przegapiłam koniec aukcji, a szkoda bo fajne były dziewczyny:) jeśli się nie sprzedały i jeszcze będą to wezmę udział w licytacji :) pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń